• system

    Moze trzeba zaczac od powodow, z jakich spada cena koni. Jednym z nich moze byc przesuniecie sie w dol krzywej popytu wskutek np. zastepowania koni ciagnikami. Dlaczego mialoby to oddzialywac na wzrost popytu na konie? Koni hoduje sie i sprzedaje mniej – to jest ten nowy punkt rownowagi. Odnoszac to ludzi, spadek plac moze byc rowniez spowodowany zastepowaniem pracy ludzi przez maszyny, z ta jednak roznica, ze maszyny zwiekszaja wydajnosc pracy i to jest powodem wzrostu popytu na prace i wzrostu plac na dluzsza mete. Wzrostowi poziomu zycia zwiazanego z gospodarka rynkowa nikt przytomny nie zaprzeczy. Obecny brak rownoleglosci miedzy wzrostem wydajnosci pracy i wzrostem plac wytlumaczyc mozna globalizacja rynku pracy i zwiekszona na nim konkurencja. Juz model Heskschera-Ohlina dowodzil w ubieglym wieku, ze wskutek wolnego handlu musi nastapic konwergencja plac miedzy krajami bogatymi i biednymi i to wlasnie w ten sposob, ze w krajach bogatych place beda spadac a w biednych rosnac az do wyrownania poziomu rozwoju. Model musial sie ograniczyc do pracy w ogole. Rzeczywistosc jest bardziej skomplikowana ze wzgledu na roznorodnosc prac. I tak w krajach bogatszych place w sektorach tradycyjnych spadaja, ale rosna w dziedzinach nowych, ktore tam powstaja. Tak wlasnie dziala rynek, ze dopasowuje popyt do podazy poprzez cene rownowagi.To pachnie wręcz szowinizmem ekonomicznym i ciągotami imperialistycznymi. Autor zauważa spadek wartości pracy w najbogatszych państwach zachodnich a nie zauważa zwiększenia wartości pracy i wytwarzanego produktu w skali globalnej. Miliardy ludzi na świecie korzystają z zwiększającego się w sposób niesłychany dobrobytu, głównie w Chinach, Indiach, nawet Afryce czy choćby w ostatnich dekadach w Polsce. To co Autor traktuje tu jako „potworne” wady kapitalizmu jest zwykłym podziałem globalnego bogactwa i rynków pracy. To są procesy w skali globalnej jak najbardziej pozytywne szczególnie w wymiarze humanitarnym. To że Zachód musi trochę odpuścić ze swej dominującej pozycji i dzielić się pracą i bogactwem z innymi jest może miejscami bolesne i problematyczne, ale jest też słuszne i sprawiedliwe.

    Z uwag pana Wosia mozna wysunac wniosek, ze niskie place sa wynikiem wrednosci kapitalizmu. Moze pokazalby nam jakis upodmiotowiony system gospodarczy, ktory gwarantowalby wysokie place. Co zreszta mialoby znaczyc „wysokie”. W miarę rozwoju gospodarczego aspiracje ludzkie rosna.To 100% prawdy, ale poprowadźmy to rozumowanie dalej. Niektóre sektory tradycyjne „umierają” w wyniku rozwoju technologii, a ludzie w nich pracujący wypadają z rynku. Jednocześnie w nowych dziedzinach płace rosną, ale nie potrzeba tylu zatrudnionych, co w fabrykach.

    Pojawiła się zatem – i rośnie – grupa osób, których umiejętności klimatyzacja mocno odbiegają od potrzeb rynku i na które nie ma popytu.

    Jeśli ktoś porównałby tę sytuację do czasów industrializacji – powiem tylko, że dużo łatwiej było zrobić robotnicę fabryczną z wiejskiej niepiśmiennej dziewczyny w wieku XIX, niż informatyka z dziecka popegeerowskiej wsi w wieku XXI.

    I jeśli ten proces będzie postępował, to trzeba będzie kiedyś zadać sobie – jak społeczeństwo – kilka pytań. Na przykład, czy pracujący mają utrzymywać tych, którzy wypadli z rynku. A może wszyscy powinni pracować? A jeśli tak, kto ma kształtować cenę tej pracy (rynek? państwo?). Czy akceptujemy sytuację, że nie można wyżyć z pracy w wymiarze 40h tygodniowo? Czy akceptujemy podział na prace lepsze i gorsze, za którymi będą szły poważne różnice w poziomie życia i edukacji następnych pokoleń? Czy może tworzymy warunki, żeby to dziecko z byłego PGRu mogło zostać informatykiem?

    Myślę, że teraz trochę uciekamy od tych pytań.

    Można oczywiście odpowiedzieć, że wszystko ukształtuje rynek wg odpowiednich wzorów matematycznych. Tylko za tymi liczbami stoją ludzie…

    I owszem, nie można „dać” wszystkim wysokich płac, a aspiracje ludzi rosną. Ale można tworzyć sytuacje bardziej albo mniej frustrujące – jesteśmy niezadowoleni nie wtedy, gdy zarabiamy mało, ale np. gdy ktoś inny, porównywalnie do nas wykształcony i inteligentny, zarabia dużo więcej. Albo wtedy, gdy ktoś po prostu MA pieniądze, które przyszły mu bez wysiłku, i np. płaci od swoich zysków kapitałowych niższe podatki, niż my od wypracowanych dochodów.

    Jedynym realnym antidotum na stagnacje plac w sektorach negatywnie dotknietych konkurencja globalna jest czasowa ich ochrona przez cla czy kwoty importu. Jednak musi byc wiadome, ze jest przejsciowa. Inaczej kraj nigdy nie sprosta konkurencji zewnetrznej. Panstwo moze tez siegnac do roznych form redystrybucji dochodu na korzysc mniej zarabiajacych, poprawic regulacje rynku pracy, inwestowac w wyksztalcenie ludzi. Cudow w dziedzinie wzrostu plac jednak nie dokona.


  • Commentaires

    Aucun commentaire pour le moment

    Suivre le flux RSS des commentaires


    Ajouter un commentaire

    Nom / Pseudo :

    E-mail (facultatif) :

    Site Web (facultatif) :

    Commentaire :